skoro już wiesz, że bloguję

Nowa Czytelniczko!

W tym blogu znajdziesz wiele zabawnych, wzruszających, zmyślonych i prawdziwych opowieści. Kiedyś byłam inna. Iskrzyło. Nic nie było letnie, nic nie było nieważne. Zawzięcie broniłam się przed trollami, zażarcie broniłam prawdy,  aż zrozumiałam, że prawda obroni się sama.

Więcej się wygłupiałam, bardziej przejmowałam. Teraz częściej bywam smutna a mniej się przejmuję. Nie bałam się pisać i dalej się nie boję. Wiesz, niedawno poczułam z powrotem tę energię, ten zapał – gdy nikt nie chciał się narazić, ja zwyczajnie powiedziałam – nie boję się, nie o takich rzeczach pisałam. To prawda – bo co mi się może stać, gdy powiem komuś w oczy – nie godzę się na niegodziwość, tak się człowiekowi nie robi!

Nie kłócę się. Jeśli ktoś koniecznie chce mieć rację to niechże tkwi przy swoim. Tylko tyle, że ja przy nim nie będę tkwić. Pewnie potrzebna mu racja i przytakiwanie a nie moja obecność.

Ten blog jest dla mnie ważny bo to początek mojego pisania. Przeszedł dwa razy techniczny armagedon, dlatego jest jaki jest. Jeśli Cię to nie zrazi to zapraszam.

Dziś też Cię kocham.

 

 

do trzech razy sztuka

Za pierwszym razem była wielka niewiadoma. I od razu sukces, wyróżnienia od Onetu, i od razu hejt. Strasznie to przeżywałam. I się przejmowałam.

Za drugim razem też się przejmowałam ale na wszelki wypadek założyłam sobie nowy blog na blogspocie. Choć wszyscy mi prorokowali żałosny koniec, bo jeśli mi onet nie nabije statystyk to nikt nie będzie czytał, po prostu nikt!

Za trzecim razem. Haha. Miało nie być trzeciego razu. Ale kilka firm zapłaciło mi za linki. To mnie zobowiązuje. Szanuję cudze pieniądze. I jeszcze parę opowieści tu jest, które lubię. I komentarze – Wasze słowa, Wasze myśli.

Dlatego -zaczynamy od nowa!

wszyscy jesteśmy pisarzami

Całkiem niedawno poznany znajomy stwierdził, że współczesnym autorem książek przeważnie nie jest pisarz lecz bloger. Zamierzałam się oburzyć i tłumaczyć, że to inny rodzaj publikacji ale po zastanowieniu przyznałam znajomemu rację. Pisarz oczywiście może być blogerem, czemu nie, tak samo jak bloger może być pisarzem. Można również zarabiać pisaniem adresując koperty w urzędzie, robiłam to ale zwolnili mnie, widocznie nie nadaję się do pisania absolutnie!

Nie wiem ile trzeba mieć odwiedzin na blogu aby uznać, że jest on popularny. Tu widzicie – na liczniku jedenaście milionów ale niewiele to znaczy. No owszem, jeśli napiszę o czymś to się to w googlach wypozycjonuje na pierwszą stronę, czasem to dobrze a czasem niezbyt dobrze. Biawena w Wysowej nie ma za dobrze ale nikomu nie obiecywałam lukrowanej laurki i opisów holu ze skórzanymi kanapami. A mogłam ze skierowaniem w garści stanąć w recepcji i zapowiedzieć – mam blog w którym wszystko opiszę. To może by mnie od razu wywalili albo choć nie pakowali do czwórki.

Prawdę mówiąc to ja nie wyglądam na blogerkę choć się czasem bardzo staram ale i tak się w środku śmieję widząc w oczach nowo poznanego czytelnika wielkie rozczarowanie. Przecież się nie będę tłumaczyć, że kobiety w moim wieku często tak właśnie wyglądają. Nie pracuję wyglądem, choć być może to by mnie jeszcze jakiś czas trzymało w formie. Bardzo współczuję kobietom, które muszą dobrze wyglądać, dbać o szczupłą sylwetkę, farbować włosy, nosić modną odzież i makijaż. Młodym to przychodzi dość łatwo, z wiekiem wymaga ogromnego wysiłku. Zazdroszczę i podziwiam. To nie było na temat, powinnam to wywalić z tekstu ale na blogu można pisać nie na temat.

  Ludzie myślą, że napiszę wszystko, co mi opowiedzą i dlatego rozmawiają ze mną wyłącznie o pogodzie albo o swoich wrogach śmiertelnych. Jednocześnie chcieliby czytać codziennie wesołe, pikantne historyjki i rozpoznawać w nich sąsiadów i znajomych, nie daj Boże siebie.

Najgorzej kiedy bloger napisze książkę. Bo tak – do krytyki już jest jako-tako przyzwyczajony. Ja nie mówię o sobie bo jestem uodporniona na hejt bardziej niż na gruźlicę a na gruźlicę byłam szczepiona cztery razy, macie pojęcie? Cztery paskudne blizny na ramieniu. Dziadek chorował to nas profilaktycznie tak traktowali szczepionką bez opamiętania. A może mama się myliła bo dzieci była gromada i co było wezwanie do szczepienia to prowadzała mnie? Diabli wiedzą.

Ale miało być o blogerskim pisarstwie. To do brzegu. Żeby tylko nikomu nie podciąć skrzydeł, bo miło nie będzie a nie każdy odporny na okrutne wieści. Doszliśmy ze znajomym do pewnych wniosków. Rodzina książkę kupi, owszem. Nie wszyscy. Kupią tylko ci, którzy autora lubią i niczego mu nie zazdroszczą a przeciwnie – mocno wspierają i cieszą się z sukcesów. Reszta będzie milczała i sprawy nie poruszy choć będzie strasznie ciekawa ile też autor zarobił i powiedzą – mało zapłacili bo książka nic niewarta. Tu się sukces wydawniczy absolutnie nie liczy, nie ma się czym chwalić.

Nadzieja w czytelnikach. Oni są niezawodni. Wydadzą hojnie swoje ciężko zarobione pieniądze nie tylko z ciekawości i chęci przeczytania, chcą przede wszystkich sprawić autorowi radość, jest to ukłon i piękny gest. Ale ileż jest tych czytelników. Poza tym jest jeszcze coś. Zaprzyjaźniony czytelnik jest jak dobra koleżanka – nawet jak masz trochę nadwagi czy nosisz ciągle czarne ciuchy to ona tego nie widzi. Będzie po twojej stronie a ty będziesz przekonana, że wyglądasz znakomicie.

Wiele osób wolałoby książkę dostać za darmo albo wygrać ją w konkursie. Inni stwierdzą – jeśli mam wybór to wolę kupić tom znanego autora, przynajmniej wiem, czego się spodziewać. Ale wszędzie, w każdej dziedzinie jest ktoś, kto odnosi spektakularny sukces i to może być właśnie bloger-pisarz na miarę Kinga, o!

Rozpisałam się bo miałam dużo sprzątania a jak sprzątam to rozmyślam. Może powinnam się zająć sprzątaniem profesjonalnie, zawsze to lepsze niż pisanie o pisaniu.Motto z kubka trzyma mnie przy byciu bo wiadomo, pisarz bez kota jest jak ryba bez roweru.

siedem lat

Marchevka mi przypomniała, że to już siedem lat. Wbiła się dziewczyna nocą w archiwum i czytała notkę po notce, podziwiam! Nigdy nie przeczytałam żadnego swojego bloga. Czasem przeglądam notki wyświetlające się jako powiązane.

Dziękuję Wam za te wszystkie lata. Za imponującą ilość komentarzy i odwiedzin, za cierpliwość i sympatię, za „lubię to”, za przejście wraz ze mną na „Dziś też”.

Wszystkiego dobrego!

wiedzą sąsiedzi, co w blogach piszczy

P1070202

kot, który szukał lepszego domu

Kiedyś ktoś złośliwie życzliwie spytał mnie, czy już zdążyłam obgadać na blogu wszystkich we wsi. Wtedy odpowiedziałam, że owszem, tak, niektórych nawet kilkakrotnie. Obgadałam sołtysa, listonosza, księdza, sąsiadów, wójta i kierowcę autobusu, strażaków z ochotniczej straży pożarnej i panie z KGW. Panom z przystanku również nie podarowałam.

A dziś, tadam, jakie to życie jest cudowne, napiszę o naszym nowym sąsiedzie.  Sąsiad nie ma Internetu więc myślę, że dowie się o tym poprzez lokalną rozgłośnię.

Ty, czytaś dziś? Nie czytam, a o kim napisa? A nie zgadłabyś, haha, o Bronku! Dzwoń do Bronka!

(Niejedna róża w bukiecie, niejeden Bronek na świecie)

To oczywiście wyłącznie moja fantazja, nikt tak nie mówi, jeszcze by tego brakowało. Mało ludzie mają własnych spraw.

Mam pozwolenie od czytelników na pisanie dużo i rozwlekle,  więc się nie zamierzam streszczać, jak coś  to z pretensjami proszę do hajduczka.

Nasz sąsiad jest kawalerem i dużo pracuje, wraca do domu zazwyczaj koło osiemnastej. Mieszka sam. Miał kociątko przez kilka dni,  ale kot uciekł do mnie i za nic w świecie nie chciał siedzieć i czekać na niego tylko zmieniał lokal. Czyli rył się do nas, a ja kotów mam pod dostatkiem. Serce mi pękało ale zrobiłam awanturę poradziłam  oddać do gniazda i tak się stało.

A teraz na wiosnę sąsiad sprawił sobie szczeniaczka. Cudo, jak każdy szczeniak, widział kto nieślicznego piesusia? No właśnie. Fajny, wesoły, zabawny, wygląda na zdrowego. Przez weekend piesek wariował na posesji i bawił się z panem aż przyszedł poniedziałek. Wstaję ja rano i słyszę skomlenie i pisk. Wiecie, taki, jakby się coś złego stało. Lecę, w piżamie, rozczochrana,  mało sobie nóg nie połamię na schodach, kot za mną. To bydle jest takie ciekawskie, że choćby się paliło to i tak za mną poleci i stanie na dwóch łapach, żeby zobaczyć, co się wyczynia.

Patrzę przez ogrodzenie, piesusia nie widać, rozdzierające skomlenie słychać. W tej samej chwili na działkę sąsiada wszedł pan spisujący liczniki. Krzyknęłam na niego, by zajrzał, co z tym psem. Zajrzał. Piesuś został zagrodzony pod schodami i darł się, bo się nudził i czuł się samotny. Oczywiście wywalił sobie wodę, którą miał zostawioną i generalnie przedstawiał obraz pt. „samotny szczeniak wyrzucony na mróz przed wigilią”.

Wzruszony pan wodomierz komisyjnie pomógł mi, żeby nie było, że się włamuję. Już raz za uratowanie psa mieliśmy z sąsiadem policję na karku, gdzieś o tym na blogu jest napisane.

Dziękuję za cierpliwość, to do brzegu!

Dałam piesusiowi karmę wraz z miską (zawsze w domu jest sucha paczka bo nam się w niewytłumaczalny sposób zdarza wstać rano i zobaczyć na ganku głodnego psa czy kota). Cuda, panie, cuda.

Piesuś dostał również do zagrody  wodę w szerokim, ciężkim pojemniku, tak, żeby nie miał szans jej wywalić. Z tego wszystkiego pan wodomierz nie spisał licznika u nas.

Po południu piesek i tak skowyczał, bo była burza i bał się.

Ale na drugi dzień zagroda zniknęła a maluch biega sobie po całej posesji, bawi się i warczy na kota. Kiedy się zmęczy, śpi na wycieraczce i tylko miejsce pod schodami omija szerokim łukiem, jakby tam czaiło się zło.

Przypominam motto z drugiego bloga – a jak było naprawdę, to nie wiadomo!

bloger blogerowi człowiekiem

Namnożyło się różnych stowarzyszeń i fundacji. Bardzo to piękne i chwalebne, kiedy zwykły człowiek może liczyć na wsparcie. Postaram się pisać bez sarkazmu, ale i tak mi nie wyjdzie.

Zrób projekt i złóż wniosek, może akurat ci się uda uzyskać pieniądze na plac zabaw, na świetlicę, na ścieżkę edukacyjną. Może akurat, a może nie. Bo niestety, nastała moda na robienie z wnioskodawców żebraków dubeltowych. Coś mi tu nie gra. Skoro fundacja ogłasza konkurs, to znaczy, że ma pieniądze na ten cel właśnie przeznaczone. Czy nie wystarczy usiąść, zapoznać się z projektami i  rozdzielić fundusze? Nie, to byłoby za proste. Trzeba jeszcze dodatkowo upokorzyć. Kazać ludziom głosować, molestować znajomych, spamować na blogach, na portalach społecznościowych. Kto ma więcej znajomych, kto ma większe przebicie, czyi znajomi mają więcej czasu na czyszczenie ciasteczek i głosowanie od rana do nocy.

Panie i panowie, macie pieniądze, czyli macie władzę, i nieładnie się bawicie. Żebranie o głosy w internecie jest inne niż żebranie w realu. W rzeczywistym świecie mogę spojrzeć koleżance w oczy i poprosić – zrób to dla mnie. A ona może powiedzieć – nie, bo nie odpowiada mi idea tego projektu. Proste i jasne.

W wirtualnym świecie czają się anonimowi, słabi ludzie, tylko czekający na taką okazję. Jeśli zagłosują, to na przeciwnika, ha, nareszcie się mogą odegrać na wrogu. Znam to z doświadczenia bo gdy konkurowałam z Honoratą Skarbek o rejs po Karaibach to jej wrogowie głosowali na mnie i o mało nie wygrałam. Wprost pisali na blogu Honoraty – specjalnie głosujemy na starą babę żebyś z nią nie wygrała. Bardzo śmiesznie.

Mnóstwo ludzi na apel o kliknięcie odpowiada ze złością – jeszcze czego, przecież muszę się logować, oni będą handlować moimi danymi. Może tak być. Choć grzeczniej byłoby milczeć i po prostu nie głosować. Po co kopać proszącego.

Wszystko to prowadzi do niepotrzebnych kłótni, do żalu i nieporozumień.

Po drugiej stronie mocy są wielkoduszni czytelnicy i przyjaciele, którzy mają gest i potrafią powiedzieć – co prawda nie mam pojęcia o co w tym chodzi, ale ponieważ lubię ją i wiem, że sprawię jej tym radość, zagłosuję, korona mi z głowy nie spadnie. Powiem Wam, że mam takich czytelników i gdyby nie oni, to dawno rzuciłabym blogowanie w diabły.

Nie bójcie się, nie ogłaszam dziś żadnego konkursu ani nie proszę o pomoc, ale wiem, że tam jesteście.

Czasem pytacie mnie, co zrobić, żeby mieć popularny blog. A bądź człowiekiem wielkodusznym. Nie żałuj lajków na cudzych blogach, bierz udział w konkursach. Nawet, jeśli Ci nie jest potrzebna nagroda to  zaznacz, że odpowiadasz na pytania blogera honorowo. Agencje reklamowe zwracają uwagę na ilość uczestników i od tego może zależeć kolejne zlecenie. Przygotowanie konkursu i jego prowadzenie jest ciężką pracą, doceń to. Bloger latami pisze za darmo, niechże ma parę groszy albo fajną nagrodę za akcję.

Jeśli Ci się podoba cudzy tekst, polecaj go. Nie kwaś ale i  nie podlizuj się. Komentuj albo po prostu wpadaj czasem zapytać, co słychać.

Bądź człowiekiem, nie nickiem.

Dzień Blogerów

Dziś jest Dzień Blogerów, internetowe święto, w którym blogerzy polecają sobie pięć interesujących blogów i piszą o swych doświadczeniach związanych z blogowaniem.

Nie polecam nikogo bo zawsze z tego powodu ktoś się poczuł urażony. Na Blogspocie mam ramkę, w której znajdziecie ponad sto blogów o różnorodnej tematyce. Dlaczego tam są? Nie zawsze są moimi ulubionymi, dość to skomplikowane. Dawno temu, gdy zaczynałam pisać, trudno się było przebić w blogosferze (tak samo jak dziś trudno być nowym), zdarzyło mi się zostawiać adres w komentarzu tak, jak to robią początkujący. Dostawało mi się za to niewspółmiernie do przewinienia. Do dziś strach jest tak wielki, że tych blogów od tamtej pory nie odwiedzam;).  Dlatego, kiedy zaczęło tu przychodzić coraz więcej osób, postanowiłam promować nowe blogi i stąd ta moja linkownia, przecież jakoś trzeba zacząć. Bez litości wyrzucam za to spam.

Dziś nie będzie żartobliwie na temat pisania, dziś chcę się podzielić swymi doświadczeniami całkiem poważnie. Nie spełniam prawie żadnych z warunków, o których piszą popularni blogerzy, a mimo to udało mi się stworzyć miejsce w sieci odwiedzane codziennie przez kilkaset osób.

Ważna jest systematyczność i pracowitość. Nie wystarczy pisać tylko u siebie.  Trzeba  odpisywać na komentarze, pokazywać się na innych blogach i czytać je z uwagą, brać udział w sondach i konkursach – pisać, zachowując cały czas tożsamość.

Nie będzie nic z tego, jeśli będziecie mieć pięć blogów i dziesięć nicków, sami się w tym pogubicie. Nie warto kłamać i zmyślać na swój temat, bo to zamyka raz na zawsze drogę do realnych spotkań. Prosty przykład – jeśli skłamiecie na temat miejsca zamieszkania, to już nie będziecie mogli brać udziału w konkursach bo gdzie wyląduje nagroda? I gdzie zaprosicie tego wielbiciela, w którym się zakochacie od pierwszego kliknięcia? Nie żartuję, jest wiele przypadków takich blogowych znajomości.

W sprawach edycji nie mam wiele do powiedzenia – ten blog jest skutecznie zepsuty ale i tak doszłam do wniosku, że trzeba szanować czas czytelnika i pozwalać mu czytać, ile tylko chce. Dlatego u mnie nigdy nie będzie funkcji „czytaj dalej”. Wiem, nalicza to kliknięcia podbijając licznik, ale zdarza się często, że zniechęca, bo to rodzaj nakazu, więc może spowodować odpowiedź „a właśnie, że nie będę”. Wolę więc zostawić całą notkę, mało tego, trzymam na wierzchu tych notek kilka aby ktoś, kto dawno nie był, zobaczył je bez szukania.

W tym roku spotkałam się z wieloma osobami z blogosfery u siebie w domu i poza domem również. Niezapomnianym przeżyciem było „Watrowisko”, o którym już kilkakrotnie pisałam, choć trudno mi wyjaśnić fenomen tego zlotu. Spotykają się na nim bardzo różni ludzie a łączy nas jedno – nie blog, nie, blogi są dość ważne i o nich jest wiele rozmów, ale tam jest priorytetem coś innego – najpierw jesteśmy ludźmi a potem blogerami. I myślę, że dla mnie zawsze to było w pisaniu najważniejsze – człowiek. A zaraz potem kot!

 Wszystkim blogerom życzę spełnienia oczekiwań.