skoro już wiesz, że bloguję

Nowa Czytelniczko!

W tym blogu znajdziesz wiele zabawnych, wzruszających, zmyślonych i prawdziwych opowieści. Kiedyś byłam inna. Iskrzyło. Nic nie było letnie, nic nie było nieważne. Zawzięcie broniłam się przed trollami, zażarcie broniłam prawdy,  aż zrozumiałam, że prawda obroni się sama.

Więcej się wygłupiałam, bardziej przejmowałam. Teraz częściej bywam smutna a mniej się przejmuję. Nie bałam się pisać i dalej się nie boję. Wiesz, niedawno poczułam z powrotem tę energię, ten zapał – gdy nikt nie chciał się narazić, ja zwyczajnie powiedziałam – nie boję się, nie o takich rzeczach pisałam. To prawda – bo co mi się może stać, gdy powiem komuś w oczy – nie godzę się na niegodziwość, tak się człowiekowi nie robi!

Nie kłócę się. Jeśli ktoś koniecznie chce mieć rację to niechże tkwi przy swoim. Tylko tyle, że ja przy nim nie będę tkwić. Pewnie potrzebna mu racja i przytakiwanie a nie moja obecność.

Ten blog jest dla mnie ważny bo to początek mojego pisania. Przeszedł dwa razy techniczny armagedon, dlatego jest jaki jest. Jeśli Cię to nie zrazi to zapraszam.

Dziś też Cię kocham.

 

 

Reklamy

wszystko przez te blogi!

Tekst tylko dla dorosłych bo zawiera wulgaryzmy a oprócz tego niestety nie ma pouczania ani wymądrzania.

Wiecie, jak jest. Blogujący facet ma grono wiernych czytelniczek gotowych prawie na wszystko. Czytający i komentujący bloga  mężczyzna, który nie jest hejterem, mężem ani kochankiem to skarb i najwyższy dowód uznania dla blogerki.

Mężowie i kochankowie czytają, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zostaną obsmarowani więc ze statystyk można sobie spokojnie te kilka tysięcy odwiedzin odjąć.

Nie, żebym w tej chwili straszyła, że zacznę publikować wspomnienia. Nie straszę, kiedyś zacznę, no co, musiałam wszystko spisywać bo pamięć lubi płatać figle. Nie ma się co martwić, kto tam w Kanadzie czy w Australii będzie wiedział, o kogo chodzi, po prostu przeczyta jak zwyczajne opowiadanie i tyle.

Trochę zamotałam. Ale tylko trochę, bo cały czas chodzi o stałego czytelnika, który mnie nagle gwałtownie znienawidził i porzucił. Tak mi przykro. Nawet się ofiarowałam z pocieszaniem, ale ostrzegłam, że nie jestem w formie – z powodów różnych przytyłam bardzo a niedawno czytałam, że wirtualni znajomi najbardziej boją się, że na pierwszym spotkaniu okaże się, że kobieta jest grubaską a mężczyzna zboczeńcem. Żeby nie było, że za dużo wymagam. Najwyżej zakułabym takiego dewianta w kajdanki i sprała deską do krojenia kapusty. Kantem.

Dobra, do brzegu.

Jak straciłam czytelnika

(tu oczywiście beczę wniebogłosy, bo i tak blog pada na ryj, fanów na fanpejdżu codziennie ubywa i czas umierać albo coś w tym rodzaju)

Głupia pinda pochwaliłam się na fanpejdżu, że podglądam dzieci, które są w Świnoujściu i kiedy są na plaży, to ich zmuszam, żeby podeszli do kamerki i mi pomachali. No co, chcę sprawdzić, czy mają wszystkie zęby i nie mają na kończynach gipsowych opatrunków,  chyba to nie jest za wiele?

I mój wierny (tak twierdzi) czytelnik kliknął sobie w kamerkę ze świnoujskiej plaży z ciekawości. A tam, ojapirdolę kurwakurwaszatan akurat pod samiusieńką kamerką nieświadomi niczego rozłożyli sobie parawan pan i pani, bardzo w sobie zakochani, co było widać. Ale ta pani to była żona mojego czytelnika, która przez miesiąc, czaicie, przez calutki miesiąc miała za euro pielęgnować starszą panią po drugiej stronie granicy!

Czuję się całkowicie wykorzystana blogowo, bo w sumie to facet powinien mi postawić za ten link martini a nie robić  jazdę, o!

Drogi Michale! Miłość wakacyjna trwa niezwykle krótko i myślę, że Twoja piękna żona za kilka lat powie to samo, co mówi na głos wiele z nas, wspominając te gorące, kradzione chwile. CZEMU JA BYŁAM TAKA GŁUPIA!!!

A skoro już wiesz, jak boli zdrada, wróć na mój blog, bo cierpię.

Z pozdrowieniami – Klarka