skoro już wiesz, że bloguję

Nowa Czytelniczko!

W tym blogu znajdziesz wiele zabawnych, wzruszających, zmyślonych i prawdziwych opowieści. Kiedyś byłam inna. Iskrzyło. Nic nie było letnie, nic nie było nieważne. Zawzięcie broniłam się przed trollami, zażarcie broniłam prawdy,  aż zrozumiałam, że prawda obroni się sama.

Więcej się wygłupiałam, bardziej przejmowałam. Teraz częściej bywam smutna a mniej się przejmuję. Nie bałam się pisać i dalej się nie boję. Wiesz, niedawno poczułam z powrotem tę energię, ten zapał – gdy nikt nie chciał się narazić, ja zwyczajnie powiedziałam – nie boję się, nie o takich rzeczach pisałam. To prawda – bo co mi się może stać, gdy powiem komuś w oczy – nie godzę się na niegodziwość, tak się człowiekowi nie robi!

Nie kłócę się. Jeśli ktoś koniecznie chce mieć rację to niechże tkwi przy swoim. Tylko tyle, że ja przy nim nie będę tkwić. Pewnie potrzebna mu racja i przytakiwanie a nie moja obecność.

Ten blog jest dla mnie ważny bo to początek mojego pisania. Przeszedł dwa razy techniczny armagedon, dlatego jest jaki jest. Jeśli Cię to nie zrazi to zapraszam.

Dziś też Cię kocham.

 

 

wszyscy jesteśmy pisarzami

Całkiem niedawno poznany znajomy stwierdził, że współczesnym autorem książek przeważnie nie jest pisarz lecz bloger. Zamierzałam się oburzyć i tłumaczyć, że to inny rodzaj publikacji ale po zastanowieniu przyznałam znajomemu rację. Pisarz oczywiście może być blogerem, czemu nie, tak samo jak bloger może być pisarzem. Można również zarabiać pisaniem adresując koperty w urzędzie, robiłam to ale zwolnili mnie, widocznie nie nadaję się do pisania absolutnie!

Nie wiem ile trzeba mieć odwiedzin na blogu aby uznać, że jest on popularny. Tu widzicie – na liczniku jedenaście milionów ale niewiele to znaczy. No owszem, jeśli napiszę o czymś to się to w googlach wypozycjonuje na pierwszą stronę, czasem to dobrze a czasem niezbyt dobrze. Biawena w Wysowej nie ma za dobrze ale nikomu nie obiecywałam lukrowanej laurki i opisów holu ze skórzanymi kanapami. A mogłam ze skierowaniem w garści stanąć w recepcji i zapowiedzieć – mam blog w którym wszystko opiszę. To może by mnie od razu wywalili albo choć nie pakowali do czwórki.

Prawdę mówiąc to ja nie wyglądam na blogerkę choć się czasem bardzo staram ale i tak się w środku śmieję widząc w oczach nowo poznanego czytelnika wielkie rozczarowanie. Przecież się nie będę tłumaczyć, że kobiety w moim wieku często tak właśnie wyglądają. Nie pracuję wyglądem, choć być może to by mnie jeszcze jakiś czas trzymało w formie. Bardzo współczuję kobietom, które muszą dobrze wyglądać, dbać o szczupłą sylwetkę, farbować włosy, nosić modną odzież i makijaż. Młodym to przychodzi dość łatwo, z wiekiem wymaga ogromnego wysiłku. Zazdroszczę i podziwiam. To nie było na temat, powinnam to wywalić z tekstu ale na blogu można pisać nie na temat.

  Ludzie myślą, że napiszę wszystko, co mi opowiedzą i dlatego rozmawiają ze mną wyłącznie o pogodzie albo o swoich wrogach śmiertelnych. Jednocześnie chcieliby czytać codziennie wesołe, pikantne historyjki i rozpoznawać w nich sąsiadów i znajomych, nie daj Boże siebie.

Najgorzej kiedy bloger napisze książkę. Bo tak – do krytyki już jest jako-tako przyzwyczajony. Ja nie mówię o sobie bo jestem uodporniona na hejt bardziej niż na gruźlicę a na gruźlicę byłam szczepiona cztery razy, macie pojęcie? Cztery paskudne blizny na ramieniu. Dziadek chorował to nas profilaktycznie tak traktowali szczepionką bez opamiętania. A może mama się myliła bo dzieci była gromada i co było wezwanie do szczepienia to prowadzała mnie? Diabli wiedzą.

Ale miało być o blogerskim pisarstwie. To do brzegu. Żeby tylko nikomu nie podciąć skrzydeł, bo miło nie będzie a nie każdy odporny na okrutne wieści. Doszliśmy ze znajomym do pewnych wniosków. Rodzina książkę kupi, owszem. Nie wszyscy. Kupią tylko ci, którzy autora lubią i niczego mu nie zazdroszczą a przeciwnie – mocno wspierają i cieszą się z sukcesów. Reszta będzie milczała i sprawy nie poruszy choć będzie strasznie ciekawa ile też autor zarobił i powiedzą – mało zapłacili bo książka nic niewarta. Tu się sukces wydawniczy absolutnie nie liczy, nie ma się czym chwalić.

Nadzieja w czytelnikach. Oni są niezawodni. Wydadzą hojnie swoje ciężko zarobione pieniądze nie tylko z ciekawości i chęci przeczytania, chcą przede wszystkich sprawić autorowi radość, jest to ukłon i piękny gest. Ale ileż jest tych czytelników. Poza tym jest jeszcze coś. Zaprzyjaźniony czytelnik jest jak dobra koleżanka – nawet jak masz trochę nadwagi czy nosisz ciągle czarne ciuchy to ona tego nie widzi. Będzie po twojej stronie a ty będziesz przekonana, że wyglądasz znakomicie.

Wiele osób wolałoby książkę dostać za darmo albo wygrać ją w konkursie. Inni stwierdzą – jeśli mam wybór to wolę kupić tom znanego autora, przynajmniej wiem, czego się spodziewać. Ale wszędzie, w każdej dziedzinie jest ktoś, kto odnosi spektakularny sukces i to może być właśnie bloger-pisarz na miarę Kinga, o!

Rozpisałam się bo miałam dużo sprzątania a jak sprzątam to rozmyślam. Może powinnam się zająć sprzątaniem profesjonalnie, zawsze to lepsze niż pisanie o pisaniu.Motto z kubka trzyma mnie przy byciu bo wiadomo, pisarz bez kota jest jak ryba bez roweru.

taka niespodzianka

P1090095

Taki prezent mi kurier przywiózł. Akurat miałam się dziś tłumaczyć z zaniedbywania blogowego świata. Mój dzień wygląda teraz tak – wstaję o wpół do szóstej i jadę do Krakowa, gdzie spędzam prawie cały dzień, do domu wracam o piątej po południu i na komputer nie mogę patrzeć. W pracy nie mam możliwości wysłania nawet maila więc dziś na przerwie wymyśliłam sobie, że napiszę  list, wydrukuję a potem w domu zrobię scan i dzięki temu szybciej odpiszę bo wiem, że ktoś ważny czeka i czeka. Tak zrobiłam ale to trochę bez sensu.

Radzę sobie coraz lepiej. Początki w całkowicie nowej pracy są jak układanie puzzli bez obrazka na pudełku. Dopiero od jakiegoś czasu zaczynam rozumieć o co w tym wszystkim chodzi, do tej pory wykonywałam polecenia dokładnie tak, jak mi kazano i z tego powodu wynikało wiele nieporozumień.  Niepotrzebnych.

Obowiązuje mnie tajemnica służbowa a oprócz tego uważam, że pisanie o osobach pracujących ze mną byłoby nielojalnością. Ja bym nie chciała, by któraś o mnie pisała więc tak samo nie będę pisać co w biurze piszczy. A zresztą napiszę – bieda piszczy! 😉

Uśmiecham się i dziękuję za kubek, będę z niego piła i ciepło myślała o kimś, kto mi go sprezentował.

Sapkowskiego sposób na bezsenność

(…)jed­no, co można zro­bić, to po­dejść do rzeczy fi­lozo­ficznie, czy­li po­wie­dzieć so­bie: „Srał to pies”. A. Sapkowski.

Moje blogowanie to kawał życia i ogrom całkiem nowych doświadczeń – niezwykłe znajomości, podróże, przyjmowanie gości i odwiedziny, prezenty i  pieniądze zarobione pisaniem  a częściej organizacja lub udział w  różnych przedsięwzięciach całkowicie bezinteresownie.

Od początku traktuję blogowanie dość poważnie, staram się dbać o innych blogerów, być lojalną i wiarygodną. Nie dopuszczam do kłótni, obrażania i oczerniania, nie chcę bowiem mieć etykietki „swarliwe babsko”, kłócić się nie lubię i nie umiem. Szanuję innych użytkowników internetu, nie wklejam cudzych zdjęć. Jeśli opisuję czyjąś historię to proszę o autoryzację, pytam o zgodę na publikację a cytaty podaję wraz z linkiem do źródła.

Zdarzało mi się napisać coś w gniewie i bez zastanowienia.  Bywało, że wracałam i przepraszałam widząc błąd. Nigdy jednak nie pozwalałam na wyzwiska i  obrzucanie  błotem.

Jestem zahartowana co wcale nie znaczy, że obojętna. Przez kilkanaście miesięcy na wielu popularnych  blogach i forach ukazywały się posty szkalujące moje dobre imię. Wreszcie załatwiłam to najprościej – poszłam na policję i się skończyło jak ręką odjął.

Skończyły się też komentarze zawierające groźby pod moim adresem. Groźby karalne – o ucinaniu głowy, o zadźganiu na ulicy, o gwałcie i wypruwaniu flaków. Wybaczcie drastyczność.  To tylko jedno zdanie, ja to miałam codziennie.

Takie straszenie nie jest dobre bo człowiek tak naprawdę nie wie, skąd i kiedy może nadejść zagrożenie. Najpierw sobie tłumaczy, że ktoś się tylko bawi ale rozsądek podpowiada, że stu hejterów się bawi a sto pierwszy chce to zrobić naprawdę.

To dokładnie tak samo jak z listami z prośbą o pomoc. Zabawa kończyła się kiedy każdy z nich sprawdzałam.  Pytałam – jakie są oczekiwania, czy ten człowiek był w najbliższym ośrodku pomocy społecznej i prosiłam o dane kontaktowe a nie tylko adres internetowy.  Wtedy  następowała cisza. Przeważnie, bo jednak kilka spraw  udało się  załatwić. Tak to właśnie wygląda – ludzie nie zdają sobie sprawy, że przez bezmyślność inni mogą stracić szansę na pomoc. Odpisywałam wiedząc, że jeśli choć jeden człowiek podniesie się to warto.

Pamiętam taką całkiem niepotrzebną akcję, w którą dziewczyna bezmyślnie zaangażowała Anię z Ameryki i mnie. Ile nas to kosztowało nerwów choć historia o skrzywdzonych dzieciach  była wyssana z palca. Ale zarówno Ania jak i ja wiedziałyśmy, że trzeba działać, bo jeśli to prawda, jeśli dzieje się krzywda a my sobie będziemy spokojnie spać?

Nauczyłam się omijać miejsca pełne przemocy, agresji i nienawiści. Takich blogów nie odwiedzam, jeśli autor uważa, że ma prawo publikować takie treści to ja mam prawo powiedzieć – mnie się to nie podoba więc nie zamierzam tego czytać. Jeśli jednak nie usuwa treści godzących we mnie, zgłaszam do portalu i przeważnie po jakimś czasie po wpisaniu adresu wyświetla się komunikat „strona o podanym adresie nie istnieje”.

Nauczyłam się ignorować zaczepki, nie dam się sprowokować ani na swoim, ani tym bardziej na cudzym blogu. Wystarczy dzień czy dwa i ja mam spokój choć łatwo przewidzieć, że  kolejny blog stanie się obiektem ataku.

Dziękuję grupie z Kneziowiska  za inspirację. Gdybym nie przeczytała o swarliwej nieboszczce to pewnie bym tego tekstu nie napisała, trzęsie mi się środek człowieka ze śmiechu na samą myśl, jak się kiedyś bałam swarliwych niewiast.