pierwszy wpis w 2018

Odkryliśmy karton z bardzo starymi grami i nawet jedną z nich udało się uruchomić na starym pececie. Bo ja swojego laptopa dla takich  rzeczy nawet nie dam dotknąć, wiadomo. No i Krzysiek gra zawzięcie w arkanoid i klnie jak szewc. Dziwne to bo on zazwyczaj jest człowiekiem opanowanym i panuje nad językiem. To jest prosta gra zręcznościowa, nie trzeba przy niej prawie wcale myśleć. Przypomniało mi się, że dawno temu ja również w to grywałam, ale to było naprawdę dawno. I jeszcze lubiłam grywać na fliperach, było kilka takich gier które przeszłam od początku do końca. Miałam zdrowie i kondycję, a przede wszystkim zdolność do szybkiej regeneracji bo grało się w nocy.

I tak patrzę na tego Krzyśka który strzela i klnie i mówię – jak to dobrze że Łukasz ma córkę to przynajmniej nie będzie się martwił że dziewczyna grywa po nocach zamiast się uczyć.

– A jak będzie taka jak babcia?!

 

Reklamy

u nas nie ma obcych

W połowie grudnia dzienniki pełne były doniesień o sukcesie policji, która po roku od zdarzenia ujęła groźnych porywaczy.

Akurat rok temu byłam na rozmowie kwalifikacyjnej i jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy będę tam pracować, czy nie, ale osoba rekrutująca opowiedziała mi o tym zdarzeniu. Porwali dziecko. Porwali je z ulicy, w drodze do szkoły. Zawsze był odwożony i wysadzany z samochodu bardzo blisko bramy. U nas jest monitoring i na całej ulicy również, a mimo to porwanie się udało. I jeszcze paru szczegółów wtedy się dowiedziałam  ale teraz przyznam, nie rozumiałam problemu, nie wiedziałam, po co mi się to mówi, nawet zapytałam, czy w związku z tym są jakieś oczekiwania i wymagania. Nie było.  Myślałam raczej w innej kategorii – może to chodzi o kłótnię rodziców, może to jakieś rodzinne sprawki. A to był brutalny kidnaping, dziecko przetrzymywane było aż tydzień w strasznych warunkach.

Potem były ferie a potem porwane dziecko wróciło do szkoły. Nie napiszę Wam wszystkiego bo w dalszym ciągu uważam robienie sensacji z cudzego nieszczęścia za nieetyczne, dlatego zresztą nie pisałam o tym wcześniej. To jest podobnie jak z samobójstwami – nie należy o tym pisać aby nie podsuwać przykładów to raz a drugie – aby nie ranić jeszcze bardziej rodziny. Tak myślę intuicyjnie, nie wiem jak uczą na dziennikarstwie czy na psychologii.

Ale – na przystankach i w autobusie słyszałam, ile wyniósł okup, czym zajmują się rodzice dziecka a nawet gdzie mieszkają, który to dom i kto u nich sprząta. I najważniejsze – zdziwienie – któż to mógł być, to na pewno nie Polacy!

W pracy – koleżanki teatralnym szeptem przekazywały mi wieści i tylko jedna, jedyna wyraziła oburzenie, że nikt nie był przygotowany na tego rodzaju rzecz przez psychologów, zanim to biedne dziecko wróciło do szkoły.  Trudno wymagać, żeby zwyczajne sprzątaczki i emerytowani portierzy nie plotkowali w takiej sprawie!

Pewnie myślisz sobie, że zwyczajnych ludzi tego rodzaju przestępstwa nie dotyczą. Nie chce się wierzyć, że w naszym spokojnym kraju ktoś porwie dziecko i będzie trzymał zamknięte w skrzyni w lesie. To się zdarza tylko w filmach. U nas jest spokojnie.

oszustwo „na babcię”

Moja mama ma niezwykłe poczucie humoru i umie się śmiać z siebie samej.

Zawsze przed świętami dzwoni do mojego syna zaczynając od „mój kochany wnuczku” a potem życzy mu wiadomo, jak to babcia, wszystkich cudowności i jeszcze więcej pieniędzy. Pewnego razu mama skończyła „życzyć” i słyszy – dziękuję bardzo, ale ja nie jestem pani wnuczkiem a to jest telefon służbowy.

Mama niespeszona odparła – ale życzenia na pewno panu nie zaszkodzą!

 

już za chwilę

Dziś piekę i gotuję. I śpiewam. W takie zwykłe dni, gdy szykuję obiad bo po prostu trzeba coś zjeść, wystarcza radio. A kiedy przyrządzam potrawy dla więcej niż dwojga, przyprawiam je różnymi piosenkami. Czasem jest to „s nowa zamierła wsio do razcwieta”, innym razem „Okrutna, zła i podła” a dziś będę śpiewać wraz z góralami. Włączcie głośniki, ta pastorałka będzie chodzić za Wami aż do Świąt!.

do trzech razy sztuka

Za pierwszym razem była wielka niewiadoma. I od razu sukces, wyróżnienia od Onetu, i od razu hejt. Strasznie to przeżywałam. I się przejmowałam.

Za drugim razem też się przejmowałam ale na wszelki wypadek założyłam sobie nowy blog na blogspocie. Choć wszyscy mi prorokowali żałosny koniec, bo jeśli mi onet nie nabije statystyk to nikt nie będzie czytał, po prostu nikt!

Za trzecim razem. Haha. Miało nie być trzeciego razu. Ale kilka firm zapłaciło mi za linki. To mnie zobowiązuje. Szanuję cudze pieniądze. I jeszcze parę opowieści tu jest, które lubię. I komentarze – Wasze słowa, Wasze myśli.

Dlatego -zaczynamy od nowa!

coś takiego

Nie powinno mnie zdziwić ale mnie dziwi. Koniec blogów na tej platformie. Przeniosę się po świętach, teraz mi się zwyczajnie nie chce tym zajmować. Albo może kogoś przekupię/zaszantażuję/ubłagam i zrobi to za mnie. Jeszcze jest czas. Przeniosę się bo widzę, że choć nie ma tu nic nowego miesiącami to licznik wskazuje na setki odwiedzin, zaglądacie tu i do archiwum, odnajdujecie rzeczy, o których sama zapomniałam. Nie mogę wyrzucić kilku lat w których działo się naprawdę dużo.

Kiedy już będę gotowa, zaproszę Was do nowego miejsca. A na razie dziękuję i życzę czarującego dnia. U mnie jak co roku pan naprawia piec, kolejna niekończąca się historia nie do wiary a jednak prawdziwa.

rękodzieło od blogerki

Barbara  bloguje już 15 lat, to naprawdę imponujący staż. Znamy się od paru lat osobiście i spotykamy się z gronie blogowych znajomych na cyklicznych imprezach.

Na co dzień zajmuje się szyciem. Ale to nie jest zwyczajne szycie. To są przepiękne patchworki, kołderki dla dzieci pozszywane w opowieści, poduszki do przytulania, otulacze, pościele do łóżeczka i wiele innych rzeczy zrobionych z wielkim talentem, zaangażowaniem i sercem.

Kiedy nie miałam zbyt wielkiego funduszu prezentowego, kupiłam u Barbary spersonalizowaną kołderkę, którą obdarowane dziecko cieszy się do dziś. Dla mojej synowej zamówiłam węża – rodzaj długiej,okrągłej poduszki, którą podpiera się plecy i odciąża brzuch i nogę podczas ciąży. Wąż służy całej rodzince, bo nawet syn z rozbrajającą szczerością twierdzi, że lubi się nim podpierać. Dodam, że zamówione rzeczy docierały do nas błyskawicznie a mała Hania dostała gratis – podusię – przytulankę.

 

Do brzegu, bo dopiero teraz będzie najważniejsze. Tak się stało, że mąż Barbary miał wypadek. Ma złamany mostek i nie będzie mógł pracować w najbliższym czasie. Samochód, który jest ich narzędziem pracy, został rozbity i nadaje się na złom. Ludzie ci prowadzą działalność gospodarczą więc w ich wypadku to wszystko jest skomplikowane, nie wystarczy zanieść pracodawcy L4 i spokojnie się kurować. Trzeba z czegoś żyć i płacić składki i podatki.

Basia absolutnie nie prosi o żadną pomoc. To ja proszę – jeśli planujecie zakupy związane z wyposażeniem dziecięcego pokoju, jeśli zamierzacie kupić coś komuś na prezent –  to proszę, weźcie pod uwagę sklepik Barbary. Jeśli chcecie pomóc w inny sposób, to proszę, udostępnijcie adres jej sklepiku, niech się sprzedaje, niech dziewczyna szyje, niech wie, że w blogach siła.

Blog z „uszytkami”

Tu znajdziesz sklep Basi (klik).