skoro już wiesz, że bloguję

Nowa Czytelniczko!

W tym blogu znajdziesz wiele zabawnych, wzruszających, zmyślonych i prawdziwych opowieści. Kiedyś byłam inna. Iskrzyło. Nic nie było letnie, nic nie było nieważne. Zawzięcie broniłam się przed trollami, zażarcie broniłam prawdy,  aż zrozumiałam, że prawda obroni się sama.

Więcej się wygłupiałam, bardziej przejmowałam. Teraz częściej bywam smutna a mniej się przejmuję. Nie bałam się pisać i dalej się nie boję. Wiesz, niedawno poczułam z powrotem tę energię, ten zapał – gdy nikt nie chciał się narazić, ja zwyczajnie powiedziałam – nie boję się, nie o takich rzeczach pisałam. To prawda – bo co mi się może stać, gdy powiem komuś w oczy – nie godzę się na niegodziwość, tak się człowiekowi nie robi!

Nie kłócę się. Jeśli ktoś koniecznie chce mieć rację to niechże tkwi przy swoim. Tylko tyle, że ja przy nim nie będę tkwić. Pewnie potrzebna mu racja i przytakiwanie a nie moja obecność.

Ten blog jest dla mnie ważny bo to początek mojego pisania. Przeszedł dwa razy techniczny armagedon, dlatego jest jaki jest. Jeśli Cię to nie zrazi to zapraszam.

Dziś też Cię kocham.

 

 

Reklamy

kogo kocham kogo lubię

Zastanawiamy się za co można kogoś nie lubić. Nie mówię tu o ciężkich przestępstwach, o patologicznych przypadkach. Mówię o zwyczajnych ludziach, z którymi trzeba jakoś żyć, pracować, sąsiadować.

Nieuczciwość. Skąpstwo. Złodziejstwo. Cwaniactwo.  Brak kultury osobistej.  Chamstwo.  Tego nie lubimy obydwoje.

Ja od siebie dorzucę brak higieny osobistej.

Krzysiek twierdzi, że tacy ludzie nie przejmują się bo najbardziej lubią samych siebie ale wydaje mi się, że tak nie może być. Wszyscy  mają potrzebę bycia akceptowanym. Widać to w każdym środowisku – w rodzinie, w pracy. Tam, gdzie tworzą się nieformalne grupy, nielubiane osoby nie są zapraszane do grona.

uczę się

P1100083

To jest mój pierwszy iphone. Siedzę przy nim od dwóch godzin i majstruję w ustawieniach. Telefon ten jest niezwykły i ma swoją historię. Szedł z Ameryki miesiąc (!) i już myślałam, że padł łupem wiadomo kogo. (Na temat poczty muszę koniecznie napisać osobną notkę, najlepiej w tym dniu, kiedy posypuje się łby popiołem).

Fajny jest, zgrabny, lekki, lubię go. Jeszcze nie mam przełożonej karty bo stara nie pasuje, dopiero jutro to załatwię, ale już widzę, że obsługa jest chyba nawet łatwiejsza niż w poprzednim telefonie (kto z uwagą czyta to pamięta, mam dziwny telefon który w najbardziej nieoczekiwanym momencie wyświetla mi na cały ekran gołe panienki reklamy i nie da się nic z tym zrobić).

Zauważyłam, że im częściej zmieniam różne urządzenia, tym mniej się tym przejmuję. Pierwszy telefon, co to było, tłuk wielki jak cegła, z antenką, obsługa wymagała sokolego wzroku i precyzji palców. Tak samo pierwszy komputer. Ojej jak się bałam że coś zepsuję! Teraz już wiem, niestety, te wszystkie urządzenia się psują i nie można się przejmować ani winić, takie są.  Zawinił też Onet bo blog który miałam na ich portalu był bardzo trudny w obsłudze i do tego wiele razy zdarzało się, że znikał, zjadał zdjęcia, nie można się było zalogować, trudno było.

Nigdy żadnego urządzenia nie zniszczyłam mechanicznie, nie zalałam, nie upuściłam.

Należę do pokolenia, które nie miało w szkole informatyki. Dlatego nie robię niczego intuicyjnie i czasem jest mi trudno ale próbuję, szukam, pytam, wreszcie ostatecznie wklepuję pytanie „jak uruchomić iphona” i uczę się od youtuberów. Ale i tak gdyby ktoś nie mógł się do mnie dodzwonić przez weekend to dlatego, że mam nowy telefon.

za babciną spódnicą

babcia1 001Kochała nas wszystkie miłością absolutnie bezwarunkową i nic sobie nie robiła z maminych zakazów. Przytulała, poiła ciepłym mlekiem, budziła rano do szkoły i mówiła w drzwiach „niech ci Matuchna dopomoże do nauki”. Wiejska, prosta kobieta. Nikt mi nie dał tyle miłości. Biłam się o Nią z kuzynami bo nie mogłam zrozumieć, czego chcą od mojej babci skoro mieli swoją!  Oglądam rodzinne zdjęcia. Na bardzo niewielu jesteśmy z rodzicami. Ale za to wszystkie mamy zdjęcia z babcią, i z dziadkiem również. Coś to znaczy.

Nasza babcia i moje cztery siostry.  Stodoła, ścieżka do studni, za stodołą pole kapusty, obok tyczki z jaśkiem i zaraz dalej las na Brzance.  Babcia jest już tylko w naszych sercach, cztery śliczne siostry mają się całkiem dobrze a tego kawałka krajobrazu nie pamięta oprócz nas prawie nikt. babcia 001

elektryfikacja

Mama stała przy sklepie trzymając na rękach malutką Marysię. Ja stałam obok niej, ściskając rączkę Ledy. Takie imię nadałam dwuletniej siostrze, którą musiałam się bezustannie opiekować. Mama miała Marysię a ja miałam Ledę. Starsze siostry uciekały z koleżankami albo zajęte były pracą w polu a ja byłam od kołysania i pilnowania małych.

Mama szła z nami od lekarza i przystanęła przy sklepie, pewnie żeby coś kupić dzieciom albo może mnie, zawsze byłam grzeczna i czasem coś dostawałam od Mamy, która bardzo często zabierała mnie z sobą, gdziekolwiek jechała.  Od sióstr dostawałam najczęściej stare ciuchy albo po łbie.

Prąd będą robić we wsi ale u was to chyba nie zrobią – zaczepiła nas gruba, czarnowłosa kobieta zwana Kolącą Różą.

– U nas nie zrobią? A to czemu  – zdziwiła się Mama.

– Nie zrobią, do takiej paryi to musieliby ciągnąć z dziesięć słupów, a poza tym to po co wam prąd, co sobie do niego włączycie? – zakpiła Koląca Róża.  Ja to już dawno mam kupioną pralkę, żelazko i nawet radio. Jak tylko zrobią to będę mieć wygodę!

A miej, co mnie to obchodzi – odparła Mama. Dzieciom będzie widniej czytać, ta mała już całymi dniami siedzi przy książce – pochwaliła się wskazując na mnie a ja urosłam z dumy co najmniej o kilka centymetrów.

Szłyśmy powoli pod górę bo Leda płakała, że ją bolą nogi a ja nie miałam sił jej nieść, byłam na to za mała. Mama niosła Marysię i jakieś zakupy i tak co kawałek siadałyśmy na brzegu i wspominałyśmy jak to było na Zachodzie. Mama tam mieszkała a ja byłam może ze dwa razy, ale pamiętam, że zachowałam się jak zdrajca rodziny mówiąc cioci Guście – ja tu chcę mieszkać! A dlaczego? Bo macie światło i wody nie trzeba nosić. Tylko małe dzieci potrafią być takie szczere. O Boże jak się wtedy wszyscy śmiali.

Mama, wychowana na Zachodzie doskonale wiedziała, jak prąd ułatwi nam życie i walczyła o podłączenie ze wszystkimi, nawet nie wiedząc, że nie musi, że to tylko głupie zawistne gadanie ludzkie.

– Jak trzeba będzie to same wykopiemy doły pod słupy! Kazik nie pomoże bo jest tylko na niedzielę – dodawała od razu.

Doły pod słupy prowadzące do gospodarstwa każdy musiał kopać sam a nasz domek był daleko od innych, dalej już tylko las.

Elektrykom wieś ma zapewnić obiad i nocleg, tam gdzie robią tam będą jeść  i spać!

Jeść im mogę dać ale spać to mogą jedynie w stodole – zasmuciła się Mama. Ja ich mogę przenocować – zadeklarowała się wesoła, uśmiechnięta gospodyni  z Ratówek.  U nas jest dwie izby a dzieci tylko dwoje więc elektrycy mogą w jednej izbie spać.

A do stodoły pójdą spać z dziewuchami od Maryśki – dodała   chuda ze złości żona Furmańcyka.

Jak człowiek jest grubszy to się częściej uśmiecha i jest zadowolony z życia, a chudy to ma zęby ze złości na wierzchu. Tak mówiła jedna pani z Koszar, ale ja nie wiem czy to prawda.

Aż wreszcie doły na słupy zostały wykopane, najwięcej u nas, bo końcówka i as. Do dziś nie wiem dlaczego ten as był taki ważny, może dlatego, że musiał mieć dwa doły.

Słupy stanęły ale przecież to nie wszystko, bo gdzie druty, gdzie światło w domu?

– Zobaczycie, od tego światła to się domy będą palić. A jak pioruny w to lubią walić!

– Zobaczycie jak przyjdzie płacić. Jeszcze będziecie się przepraszać z latarniami.

-Dziecka się pozabijają. Jak się dotknie do prądu to kaleka albo trup.

Mężczyźni siedzieli w izbie u babci i jedli zupę grochową. Dobrą, dziękowali i prosili o dokładkę. Śmiali się głośno mówiąc, że na przyszłe lato będzie we wsi więcej dzieci a potem już nie bo już nie będzie tak ciemno w domach.

Przymocowali do ścian metalowe rurki a koło drzwi w kuchni licznik. W każdym pomieszczeniu po jednym gniazdku i po jednej żarówce. Czarne pokrętła przy drzwiach. Dzieciom nie wolno dotykać! Oj, moje dzieci nie są głupie, co im mam bronić – Mama wzruszyła ramionami.

– Pierwsze co sobie kupię to elektryczną maszynkę, żebym w nocy nie musiała grzać mleka na tej spirytusowej. Potem pralkę, tak, pralka najpilniejsza.

– Motor, motor do maszyny do młocki, do rżnięcia drzewa, motor trzeba kupić – planował Dzadek.

– Mamo, a radio, a telewizor?

– A może kiedyś, za 10 lat Tata wam kupi, mnie nawet nie pytajcie o takie rzeczy.

– Ale po co wam telewizor, w tej paryi żadna antena nie złapie sygnału..